Taverna Akropolis – do wygrania 200 zł na obiad!

Na początku października pisałem Wam, że na Rynku otwiera się nowa grecka restauracja Taverna Akropolis, w której menu prym wiodą tradycyjne greckie produkty – musaka, delikatna jagnięcina, halloumi, oczywiście owoce morza i dania wegetariańskie. Właściwie każdego dnia lokal  jest otwarty niemal do północy, aby mieszkańcy stolicy Dolnego Śląska mogli wieczorami poczuć klimat typowych greckich biesiad w tawernach nad Morzem Śródziemnym.

W związku z otwarciem lokalu na Rynku, mam dla czytelników wroclovefood.pl niespodziankę. Konkretną niespodziankę, a dokładnie dwuosobowe zaproszenie do Taverny Akropolis o wartości 200 zł.

Co zrobić, aby wygrać voucher do wykorzystania w Tavernie Akropolis? Wystarczy w komentarzu pod tym wpisem krótko opisać najprzyjemniejszą sytuację związaną z greckim jedzeniem, jaka Wam się przytrafiła.

Konkurs trwa do godziny 23.59, 30.10.2016. Ogłoszenie wyników pod postem dnia kolejnego.Voucher uzyska osoba, które najciekawiej uzasadni swoją odpowiedź.

akropolis_zaproszenie4-01

Adres: ul. Rynek 20/21

FacebookTaverna Akropolis

 

EDIT:

Konkurs wygrał Kamil swoim komentarzem:

Ślub z moją kochaną żoną na Santorini, w winnicy z widokiem na krater wulkaniczny. Nie pobije tego nikt żadnymi obiadkami.

Zapraszam do kontaktu na wroclovefood@wp.pl z maila, z którego napisano komentarz.

Gratulacje!

 

11 Comments

  1. Najprzyjemniejsza sytuacja miała miejsce w Niemczech, gdzie w cenie obiadu dodatkowo kelner donosil ouzo oraz ouzo z soczkiem,które super poprawiło trawienie, a także po obiedzie dostaliśmy na deser pyszne malutkie paczki z cynamonem i miodem. Tego sie nie spodziewaliśmy, bardzo mila niespodzianka 🙂 a obiadek był super!

  2. Kreta, umówiliśmy sie na kolację 3 km od naszego hotelu w sąsiedniej miejscowości w polecanej knajpce na tamtejszym ryneczku. Knossos. Tam sie spotykaliśmy. Juz sama droga do tego miejsca, choc pod górę, byla czystą przyjemnoscią z powodu pozdrawiajacych mnie ludzi, wskazujących drogę. Jak tylko dotarłam i zajelam stolik, kilka osob mnie zaprosilo do swoich stolików. Jak dotarla reszta towarzystwa, to zsunelismyy stoły. Próbowaliśmy wszystkiego, bo każdy czestowal. Pamiętam pyszną mussake. Biesiadowalismy dobre pare godzin. Potem muzyka, tance. Powrót byl super, bo z górki 🙂 cudowne doświadczenie kulinarne. Chciałabym jeszcze raz.

  3. Wakacje życia w Grecji w tym roku cudowna rodzinna restauracja właściciel który od progu witał z uśmiechem a co do jedzenia to nie jestem miłośniczką mięsa ale musake pochłaniałam w każdej ilości 🙂 sałatka grecka przepyszna:) postanowiliśmy przywieźć namiastkę greckich specjalów kupiliśmy fete,oliwki i greckie wina. Czekamy na jesienna chandre i robimy grecki wieczór:) a kolejny będzie mam nadzieję w Państwa restauracji 🙂

  4. Moja najprzyjemniejsze wspomnienie z grecką kuchnią to to, gdy postanowiłam zrobić kolację dla mojego chłopaka na przeprosiny. Myślałam co tu zrobić, żeby trafić w jego serce przez żołądek, no i wymyśliłam – pójdę do Lidla to może coś mi wpadnie do głowy. Jak się domyślacie akurat trwał tydzień grecki, więc nie było problemu z wyborem menu ;). Do dziś pamiętam smak grillowanego sera halloumi i souvlaków. Chłopakowi chyba też posmakowało, bo przeprosiny zostały przyjęte 😀

  5. Co prawda nie była to Grecja, a Cypr, ale jedzenie jak najbardziej greckie w małej restauracji niedaleko portu w Larnace. Tę knajpę odkryliśmy pierwszego dnia szwendając się po okolicy z plecakami i czekając na godzinę, o której mogliśmy się zameldować w hotelu. Na początku skusiły nas ceny i obecność lokalnych mieszkańców. Później już tylko kusił nas smak. Skończyło się, że podczas naszego tygodniowego urlopu byliśmy tam chyba z 5 razy:) Ale najprzyjemniejsza była ostatnia kolacja przed powrotem do Polski. Kelner już chyba zaczął nas kojarzyć i cały czas zagadywał. Mimo że my ani słowa po grecku, on może z 5 po angielsku, ale się udawało. Po zjedzonej kolacji donosił nam owoce na deser (jak się później okazało całkiem za darmo). A najprzyjemniejszym momentem było, gdy za zaplecza wyniósł domowej roboty wino, którym nas częstował. Dla mnie to dowód, że grecka kuchnia to nie tylko jedzenie, ale ludzie i atmosfera – pełna uśmiechu i życzliwości nawet jak nie znamy swoich języków nawzajem.

  6. Za znakomitą grecką kuchnią zawsze stoją równie znakomici kucharze. Czasami są to profesjonalni szefowie kuchni, czasami pasjonaci małych gastronomicznym biznesów, np. niewielkiego lokalu z pitą gyros, ale przede wszystkim są to greckie kobiety, mamy, babcie, boginie ogniska domowego, które karmią swoje dzieci, wnuki i zawsze uważają, że za mało zjadły. W ubiegłym roku odwiedzając Kretę zostaliśmy zaproszeni do greckiego domu na obiad z jego właścicielami. Przed posiłkiem wspólnie z gospodynią obejrzeliśmy obejście, zwierzęta które hoduje oraz ogródek, w którym uprawia warzywa i owoce. Gospodarze byli dumni z każdej uprawianej cukinii. Obiad składał się z wielu smakowitych przystawek, dania głównego – potrawki z kurczaka oraz znakomitych loukoumades (czyli pączków smażonych w oleju z dodatkiem miodu i cynamonu). Pan domu częstował domowej produkcji winem i raki. Z gospodarzami rozmawialiśmy łamanym językiem greckim, czasami przy pomocy gestów, ale brak płynnej znajomości języka, jak się okazało, nie był barierą, aby zjeść wspólnie posiłek i poznać codzienne życie mieszkańców. Ucztowaliśmy jakbyśmy znali się wiele lat i odwiedzali swoich dawno niewidzianych dziadków.

  7. Mieszkałam 11 lat w stolicy Grecji. Z powodów ekonomicznych które panują w kraju musiałam przeprowadzić się z powrotem do małego miasteczka pod Wrocławiem. Jednego dnia odkryłam Restaurację Akropolis w rynku i od razu weszłam zasmakować moich rodzinnych smaków których tak mi brakowało w Polsce. Podczas jedzenia poczułam się jakbym znów siedziała w południe na tarasie z mamą wpatrując się w morze i jedząc mussaka jak co niedziele.

  8. Moja historia, choć na początku będzie smutna, zakończyła się szczęśliwie. Parę lat temu, z moim ówczesnym chłopakiem mieliśmy pojechać na nasze wielkie greckie wakacje. Podróż wykupilismy w styczniu, a miała odbyć się w lipcu, wiec myslałam sobie, że z pewnością zdarzę kupić strój kąpielowy i kapelusz! Owszem, to mi się udało, tylko, że mój ówczesny chłoptaś tydzień przed wylotem oznajmił mi, że to koniec. Myślałam, że też koniec z mojej podróży marzeń, bo jak się domyślacie nie pojechaliśmy razem. Akurat żadna z moich koleżanek nie mogła ze mną jechać – sezon urlopowy, ciężko o wolne z dnia na dzień. Stwierdziłam, że raz się żyje jako że rezerwacji nie mogłam anulować, pojechałam sama leczyć moje zranione serce. Jako że wybraliśmy hotel dla par, musialam liczyc się, że do zwiedzania raczej nie znajdę sobie towarzysza. Więc sama udałam się do pobliskiego miasteczka na kolacje. Trafiłam do małej, rodzinnej tawerny, ale za to prawdziwie greckiej – tańce hulańce i zabawy! Obsługiwał mnie niezwykle miły Grek, jak się potem okazało syn właścicieli. Przy wyborze menu miałam nie lada kłopot – czy spróbować jak różni się sałatka grecka od tej w Polsce, czy może zakosztować baraniny w souvlaki, a może słynną musake? I tak wdalam się w dyskusję z kelnerem, która skończyła się tak, że razem przy stoliku zjedliśmy te wszystkie dania, popijając winem, śmiejąc się w niebo głosy, a na koniec tanczeniem zorby! W ten oto sposób znalazłam towarzysza na wycieczki, który pokazał mi prawdziwa Kręte, a nie ta z przewodników. Nie, nie zastalismy małżeństwem, ale przyjaciółmi! Dzięki specjałom greckiej kuchni spędziłam jedne z lepszych wakacji w życiu – przyjechałam ze załamanym sercem, wróciłam szczęśliwa i przesiaknieta greckim temperamentem! Do dzisiaj, gdy jem moja ulubiona musake (dostałam przepis przekazywany w greckiej rodzinie z pokolenia na pokolenie) uśmiecham się sama do siebie – bo gdyby nie moja miłość do jedzenia, najlepsze wakacje mogły być najgorszymi!

  9. Grecka kuchnia zaskoczyła mnie podczas tych wakacji które spędzałam na wsi, przechodząc wśród skal aby dostać sie na dzika plaże, natknęłam sie na starego greka, który łowił jeżowce i je grillował. Zaciekawiona przystanęła i zaczęłam przyglądać sie całej sytuacji, dziadek zauważył mnie i zaprosił do wspólnego ucztowania, wyciągnął flaszeczke swojskiego wina i pomimo rozmowy na migi było bardzo przyjemnie, a grillowane jeżowce pierwsza klasa!

  10. Wspomnienie z tego lata.
    Po trzech latach rozłąki z Grecja, udało się zrealizować jedno z greckich marzeń – wizytę na Thassos. Zachwycająca wyspa. Po kilku dniach pobytu, objazdu po wybrzeżu i chwilach lenistwa na plazy, wybraliśmy się do jednej z górskich miejscowości Theologos. Trafiliśmy tam do jednej z najstarszych na wyspie tawern. Była druga połowa Września, śladowe ilości turystów; przechadzając się po wiejskich uliczkach trafialismy raczej na mieszkańców, podobnie było w tawernie. Poza grupka Greków, nasza polska dwójką, była jeszcze tylko para z Rumunii. Usiedlismy na tarasie. Rozciągal się przepiękny widok na wzgórza górskie oraz cześć miejscowości. Na początek – kawa. Aromatyczna, mocna ale nie za gorzka. Idealna. Zamówiliśmy tzatziki – pomimo ich popularności, zamawiam przynajmniej raz dziennie gdy jestem w Grecji – proporcja składników bywa różna, co sprawia, że zawsze smakują lekko inaczej. Zawsze jednak prawdziwie grecko i wspaniale. Tym razem było podobnie – podane z dwiema grubymi kromkami świeżego chleba, wprost rozplywaly się w ustach. Prostota ale jednocześnie niesamowity smak greckich produktów – nie do zastąpienia. Było dość ciepło jak na ten okres. Promyki słońca oświetlaly nasze twarze, opalajac je jednocześnie. Zamówiliśmy białe wino. Po tzatzikach smakowało wspaniale. Do tego oliwki – popijane łykami wina, uzupełnialy się z trunkiem bogów i wzajemnie podkreślały swój smak. W międzyczasie zaprzyjaznilismy się z Grekiem, który nas obsługiwał i chętnie zagadywal. Podajac nam kolejne zamówienie – souvlaki, tłumaczył, że najważniejsza w souvlakach jest odpowiednia marynata. Od siebie dodałbym również – wielkość porcji mięsa. Tamte były idealne – średniej wielkości kosteczki mięsa po zgrilowaniu dały efekt w postaci niemalże chrupiącej skórki. Z sałatka grecka były idealne. Dolalam extra porcję oliwy do sałatki, która również i ta smakuje najlepiej w samej Grecji. Przegryzalismy kolejne porcje souvlaki, jednocześnie słuchając greckich opowieści nowego „przyjaciela”, który serdecznie zapraszał nas na wieczorne greckie zabawy. Cisze wsi greckiej przelamywaly dzwony z pobliskiego kościoła oraz greckie rozmowy panów kilka stołów dalej. Wiał lekki, ciepły wiatr. Na stole resztka tzatzikow, sałatka, wino, souvlaki, oliwa i woda. Piękny obraz wokół i greckie niebo w ustach. Przeżycie nie tylko kulinarne, ale również jedno z najlepszych wspomnień ze wszystkich greckich wakacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


Pin It on Pinterest